Coma - "Zero Osiem Wojna"
Coma - jedna z moich nadziei na porządną polską muzykę. Poznałem ich, gdy koleżanka puściła mi "Pasażera" z "Pierwszego wyjścia z mroku". Pokochałem ich, gdy usłyszałem pierwszy kawałek z drugiej płyty - tytułowe "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków". Sądziłem, że będą grać zawsze piękne rockowe ballady jak "Sto tysięcy jednakowych miast", ostre kawałki jak "Nie ma Joozka", albo cukiereczki takie jak "Skaczemy".
Ostatnio natrafiłem na newsa mówiącego o rychłym nadejściu nowej płyty - "Hipertrofia". Pomyślałem sobie - "Super, kolejna dobra płyta do kolekcji". Po czym odpaliłem YouTube, żeby usłyszeć i zobaczyć pierwszy oficjalnie wypuszczony kawałek - "Zero osiem wojna".
Poczułem się, jakbym dostał łopatą po głowie. Przecież oni brzmią jak Limp Bizkit! Pierwszy gitarowy riff (00:21) - identyko, Rogucki nie śpiewa tylko nawija jak raper... A wstawka w 01:52 po prostu mnie załamała. Jeszcze trochę i zatrudnią na stałe DJa do scratchowania, jak Linkin Park. Kurde, co to ma być? Czy to naprawdę ci sami kolesie którzy stworzyli "Pasażera" i "Schizofrenię"? A jednak. :/
Żeby nie było - sam kiedyś słuchałem LB, ale już z tego wyrosłem. Parę lat temu. I miałem wrażenie, że oni też. Co się stało? Z archiwum Blipa:
Symek: #Coma #Hipertrofia Dlaczego Coma zaczyna brzmieć jak Limp Bizkit? :/ Oleq: oleq > symek: Kasa. Kasa.
Chyba coś w tym jest.
Nie chce mi się już pisać o samym teledysku, tóry, jednym słowem, jest słaby. Ale OK, teledyski i tak rzadko oglądam kierując uwagę raczej na doznania słuchowe.
Kupię ten album, bo muszę go przesłuchać. Może potem będę żałował wydania 30+ złotych, ale nie mogę uwierzyć, że taki fajny zespół tak się cofnął.