Wpis na 0. poziomie, wysłany 16 lutego 2010 o 15:16:07 | Teledyski
Ładnych parę miesięcy temu był to utwór "Video of the week" dostępny za darmo w amerykańskim iTunes. Ściągnąłem na ślepo. Po obejrzeniu obejrzałem jeszcze raz. Potem puściłem parę razy samą ścieżkę audio. I za każdym razem miałem bardzo pozytywne emocje.
Podoba mi się dość melodyjny refren, pomysł na teledysk i ogólnie całość. Tylko gitarzysta gibie się jakby miał poważne zaburzenia błędnika...
Miłego oglądania. :)
Aha, stanowczo nie polecam wersji albumowej. Jest inna od teledysku i według mnie jakaś... dziwna.
Coma - jedna z moich nadziei na porządną polską muzykę. Poznałem ich, gdy koleżanka puściła mi "Pasażera" z "Pierwszego wyjścia z mroku". Pokochałem ich, gdy usłyszałem pierwszy kawałek z drugiej płyty - tytułowe "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków". Sądziłem, że będą grać zawsze piękne rockowe ballady jak "Sto tysięcy jednakowych miast", ostre kawałki jak "Nie ma Joozka", albo cukiereczki takie jak "Skaczemy".
Ostatnio natrafiłem na newsa mówiącego o rychłym nadejściu nowej płyty - "Hipertrofia". Pomyślałem sobie - "Super, kolejna dobra płyta do kolekcji". Po czym odpaliłem YouTube, żeby usłyszeć i zobaczyć pierwszy oficjalnie wypuszczony kawałek - "Zero osiem wojna".
Poczułem się, jakbym dostał łopatą po głowie. Przecież oni brzmią jak Limp Bizkit! Pierwszy gitarowy riff (00:21) - identyko, Rogucki nie śpiewa tylko nawija jak raper... A wstawka w 01:52 po prostu mnie załamała. Jeszcze trochę i zatrudnią na stałe DJa do scratchowania, jak Linkin Park. Kurde, co to ma być? Czy to naprawdę ci sami kolesie którzy stworzyli "Pasażera" i "Schizofrenię"? A jednak. :/
Żeby nie było - sam kiedyś słuchałem LB, ale już z tego wyrosłem. Parę lat temu. I miałem wrażenie, że oni też. Co się stało? Z archiwum Blipa:
Symek: #Coma #Hipertrofia Dlaczego Coma zaczyna brzmieć jak Limp Bizkit? :/
Oleq: oleq > symek: Kasa. Kasa.
Chyba coś w tym jest.
Nie chce mi się już pisać o samym teledysku, tóry, jednym słowem, jest słaby. Ale OK, teledyski i tak rzadko oglądam kierując uwagę raczej na doznania słuchowe.
Kupię ten album, bo muszę go przesłuchać. Może potem będę żałował wydania 30+ złotych, ale nie mogę uwierzyć, że taki fajny zespół tak się cofnął.
Zawsze mi się wydawało, że ta piosenka jest jakoś nienaturalnie krótka, że czegoś jej brakuje. I chyba już wiem. Po pierwszym refrenie, przed "Let me love you, let me rescue you..." powinna być jak byk druga zwrotka!
Wszystkie piosenki tego typu mają znany schemat - zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, ew. 3 zwrotka, refren, koniec. Tej tego wybitnie brakuje. Nie sądzicie?
Przez pewien czas myślałem, że to kwestia wersji - wszak piosenka jest stricte (Wow, mój Fx 3b5 zna słowo "stricte"! :D) soundtrackowa. Jednak tak samo brzmi na oryginalnym albumie z soundtrackiem (gdzie zwykle znajdują się pełne wersje piosenek), nie znalazłem też żadnej innej wersji.
Natknąłem się przypadkiem, muzyka była użyta w czyimś filmie na YouTube. Obejrzałem teledysk. Efekty "specjalne" słabe, wokal na 100% poprawiany komputerowo, pianista ma irokeza, wokalistka przekombinowane rzęsy a perkusista blachy Paiste... Mimo to piosenka od paru dni obija mi się po mózgu.